HOME | DD
Published: 2012-11-11 21:29:23 +0000 UTC; Views: 3280; Favourites: 19; Downloads: 4
Redirect to original
Description
Głosy. Krzyki. Komendy. Odgłosy strzałów. Jeden wielki rozgardiasz.I jeden detektyw doradczy, biegający po okopach z rozwianymi połami płaszcza.
Widział mnie. Wołał do mnie.
"John!"
A wtedy sen się zmienił. Sherlock palił papierosa. Nie był już na polu bitwy. Chciałem kazać mu go odłożyć. Miał rzucić, tak wiele razy o tym dyskutowaliśmy! A jednak nie mogłem wydobyć z siebie dźwięku. Mogłem tylko patrzeć na tak typowe dla niego ruchy, dystyngowane, wyglądające na przemyślane, a tak naprawdę spontaniczne, jakby prezentował idealną grę aktorską. Mogłem patrzeć, jak nagle gwałtownym ruchem wyrzuca papierosa, chwyta skrzypce, które zmaterializowały się znikąd i zaczyna grać. Każdy z jego palców dokładnie zna swoje miejsce, leniwie płynie bezbłędnie zagrana melodia. Jego twarz stężała w skupieniu, a mnie jakby nigdy tu nie było. Bo i nie ma. Sherlock jest sam w pomieszczeniu, widzę to teraz dokładnie, muzyka niesie się po naszym mieszkaniu, a postać Sherlocka stojąca na tle okien jest rozświetlona i wydaje się jeszcze smuklejsza, niż zazwyczaj.
I widzę jego oczy. Jasne, błękitne, przy takiej ilości światła niemal przejrzyste. Jakbym mógł zajrzeć przez nie w jego duszę. O ile jakąś ma.
Sherlock jest szczęśliwy, na swój dziwny, niewesoły sposób. Tak, jak teraz. Jest szczęśliwy bez innych ludzi. Jest szczęśliwy beze mnie.
Otworzyłem oczy tak gwałtownie, jakby ktoś mną potrząsnął. Zdałem sobie sprawę, że jestem zlany potem. Odetchnąłem, wbijając wzrok w sufit. Zaraz też zrozumiałem, co podsunęło mojemu mózgowi taki, a nie inny sen. Z salonu dochodziły dźwięki skrzypiec. Melodia podnosząca się, żeby zaraz opaść, niesłychanie żywa, czy też inaczej, prawdziwa, cokolwiek miałoby to dla mnie znaczyć, a do tego znajoma.
Chwilę leżałem bez ruchu. Potem sięgnąłem na szafkę nocną po zegarek. Musiałem przez dłuższą chwilę skupiać wzrok na fosforyzujących wskazówkach, żeby w końcu stwierdzić, że jest wpół do trzeciej w nocy.
Odłożyłem zegarek i nagłym ruchem odrzuciłem kołdrę.
Sherlock siedział tyłem do mnie, wbrew swojemu zwyczajowi w fotelu ustawionym tyłem do drzwi prowadzących na schody. Na tym, który zazwyczaj zajmowałem ja. Na kominku dogasał ogień, a on po prostu grał, jak zwykle tak, jakby nie sprawiało mu to żadnego wysiłku. Powiedział mi kiedyś, że porządkuje w ten sposób myśli.
Na pewno zdawał sobie sprawę z mojej obecności. A jednak odezwał się dopiero wtedy, kiedy po raz ostatni przejechał smyczkiem po strunach i przebrzmiała ostatnia nuta. Spokojnie oparł skrzypce o swoje udo, a rękę ze smyczkiem oparł o podłokietnik i powiedział, nie odwracając się:
- Bach. Podoba ci się, John?
- Tak.
Dopiero teraz odwrócił głowę w moją stronę. Na twarzy wypisaną miał minę z serii: "obserwacja Sherlocka". Uniosłem brwi, odpowiadając mu "nie rób tej miny".
Gestem wskazał mi drugi fotel. Przeszedłem przez pokój i usiadłem. Sherlock znów nie patrzył na mnie. Manewrował przy strunach. Miał na sobie piżamę i szlafrok. Ten granatowy.
- Nie możesz spać?
- Mógłbym zadać ci to samo pytanie.
Uśmiechnął się ledwo widocznie.
- Tak, z tym, że ty zazwyczaj jednak sypiasz nocami.
- W przeciwieństwie do ciebie?
- W przeciwieństwie do mnie.
- Coż...
- Obudziłem cię? - postukał palcem w pudło skrzypiec.
- Nie, nie. Miałem sen.
- Sen? Rozumiem. - zarzucił instrument na ramię i znów zaczął grać. Słuchałem, wpatrując się ukradkiem w jego twarz i wymalowany na niej idealny spokój.
- Jednak ty też powinieneś zazwyczaj sypiać w nocy.
Spojrzał na mnie.
- Nie potrzebuję wiele snu.
- Wykańczasz tym sam siebie. - odwzajemniłem spojrzenie, patrząc mu w oczy, które były jak zwykle błękitne i przejrzyste. I takie znajome, choć niedostępne.
- Nonsens. Moja praca jest najistotniejsza, to ja się do niej przystosowuję.
- Przystosowujesz się do niej także nadużywając plastrów nikotynowych, paląc na potęgę, kiedy tylko dorwiesz się do papierosów i prawie nic nie jedząc, jak sądzę? - uśmiechnąłem się ironicznie, przekrzywiając głowę.
- Masz zamiar propagować u mnie zdrowy tryb życia, John? Może lepiej pójdź z ludźmi z twojej przychodni do jakiejś podstawówki. - odciął się.
- Oczywiście! - uśmiechnąłem się znowu, wypuszczając gwałtownie powietrze. - Sherlock, rozumiem, że uczucie empatii u ciebie nie występuje, ale może jednak byłbyś w stanie przyswoić, że ktoś może się o ciebie martwić?
- I tym kimś jesteś ty?
- Gratuluję, to dobra dedukcja.
Sherlock wpatrzył się w ścianę.
- Dlaczego to robisz?
Mógłbym teraz powiedzieć wszystko. Ale przecież ustaliłem przed sobą, że nigdy tego nie zrobię.
- Dlaczego się o ciebie martwię? Pozostawiam to twojej genialnej dedukcji.
- Zapewne odpowiedź, jakiej się spodziewasz brzmi: "bo jestem twoim przyjacielem"?
- Zapewne.
Przeniósł nagle wzrok z powrotem na mnie. Zrobił zrezygnowaną minę.
- Błagam cię, John.
- O co ci chodzi?
Jego oczy, po raz kolejny.
Złożył ręce jak do modlitwy, uprzednio kładąc skrzypce na stolik.
- Nie jesteś zbyt skryty i naprawdę nietrudno cię przejrzeć. Masz po prostu niezbyt skomplikowaną naturę.
- Dziękuję bardzo. - zironizowałem.
- Więc zwłaszcza dla mnie nie jest trudno znać większość twoich motywów i myśli. - przekrzywił nieznacznie głowę.
Uniosłem brwi.
- Do czego zmierzasz?
- Jeszcze nie wiesz? Oczywiste jest, dlaczego się o mnie martwisz. Obaj wiemy, czemu. Może nawet ty domyśliłeś się tego później.
A więc stało się. Tego bałem się chyba najbardziej, a jednak wiedziałem, że to nieuniknione. Sherlock nie byłby w stanie się nie domyślić.
Milczałem.
- Myślałeś o tym już od dłuższego czasu. "Sherlock się wykańcza", "musi przystopować", "martwię się o niego coraz bardziej", "niedługo przez to zwariuję", "o co w tym wszystkim chodzi?", "czyżbym ja...?".
Przerwał na moment.
- "Jest moim przyjacielem. Tylko nim.", "czy on kiedykolwiek był w jakimś związku?", "czy on naprawdę nie potrzebuje ludzi?", na końcu już tylko "zachowuj się naturalnie, John, on nie może się domyślić...", "on i tak się domyśli...".
Nadal milczałem. Zdałem sobie sprawę, że zaciskam pięści tak mocno, że boleśnie wbijam paznokcie w skórę.
Ze strony Sherlocka też nie padło już słowo.
- Od kiedy... Wiesz? - wydobyłem z siebie w końcu.
- Prawie od początku. Jak powiedziałem, było to dość oczywiste.
- To może... - czułem, jak moje serce przyśpiesza - Jeśli nie chcesz współlokatora geja, znajdę inne mieszkanie...
- Nie bądź głupi. Patrząc na sprawę czysto technicznie, nie możesz się wynieść, potrzebuję cię do pomocy w śledztwach.
Czy to mi się śni? Czy może Sherlock naprawdę powiedział, że mnie potrzebuje?
- A... - odważyłem się spytać - Patrząc na sprawę mniej technicznie?
Sherlock nagle wstał. Nie mogłem przestać wlepiać w niego spojrzenia, nawet wtedy kiedy był już tak blisko, że musiałem zadzierać głowę. Wyciągnął rękę i dotknął nią mojego policzka, a ja poczułem, jak po karku przechodzi mi nagły dreszcz. Potem zaś pochylił się i tak spokojny, jakby robił to codzień pocałował mnie w czoło. Przez tych kilka sekund czułem jego oddech i coś, co do tej pory wydawało mi się czystą abstrakcją: jego ciepło.
Potem nagle wyprostował się i powiedział:
- Pozostawiam to do twojej dedukcji. - zaszeleściły za nim poły jego szlafroka, kiedy skierował się do swojej sypialni. - Dobranoc, John.
I tak po prostu mnie zostawił z uczuciami i myślami niepozwalającymi mi zasnąć do rana.
Related content
Comments: 10
MinaKolinsky [2017-10-29 18:17:28 +0000 UTC]
Przeglądam Johnlock'a i tak sobie czytam i dopiero po piętnastu słowach zdaje sobie sprawę, że nie jest po angielsku xDD.
👍: 0 ⏩: 0
owlsie [2015-08-19 23:21:37 +0000 UTC]
To jest świetne i urocze i ajizjxjsjakajcugghhh I love it 😁❤
👍: 0 ⏩: 0
Nanami666 [2013-01-02 17:35:35 +0000 UTC]
ASDFGHJKL
Moja dedukcja wnioskuje, że John poleciał za nim i wpieprzał go w materac pare godzin. ._.
👍: 0 ⏩: 0
anatheila [2012-11-12 18:19:37 +0000 UTC]
Ten fik powinien wyglądać zupełnie inaczej, powinien być smutny, nastrojowy, bez happy endu, a jak zwykle wyszedł ci niby-fluff.
Wystarczająco poszło w pięty? Jeśli nie, to przykro mi, nie napiszę więcej niczego, co mogłoby się wiązać z negatywną oceną tego tekstu. I już
A tak na poważnie: może rzeczywiście jest fluffiasto (ale też nie przesadzajmy, bólu zębów się od tego nie dostanie), może John jest dziwnie pogodzony z faktem, że jest gejem (tu też nie ma co przesadzać, taki etap ich relacji wybrałaś i tyle), ale co z tego? Tekst jest lekki i przyjemny, świetna odskocznia od zajęć. Bardzo więc proszę nie narzucać mi opinii!
👍: 0 ⏩: 1
FanRubyGloom In reply to anatheila [2012-11-12 18:27:34 +0000 UTC]
Ou, moje pięty, czy ja je jeszcze mam?
Oh, po prostu miałam już dość pisania w każdym ficku o bohaterach bijących się z własnymi myślami: "CZY MOGĘ BYĆ GEJEM?!" "ALEEEŻ....!" i tak dalej Tym razem John ma to wszystko ładnie przemyślane i pogodził się już sam z tym faktem
👍: 0 ⏩: 1
anatheila In reply to FanRubyGloom [2012-11-12 18:50:16 +0000 UTC]
I dobrze - trochę świeższego powiewu nie zaszkodzi
👍: 0 ⏩: 1
FanRubyGloom In reply to anatheila [2012-11-12 19:01:52 +0000 UTC]
Świeży powiew zawsze spoko
Wrzuciłam drugiego ficka przed chwilą, BTW
👍: 0 ⏩: 0
Guardian26 [2012-11-12 17:57:59 +0000 UTC]
Tytuł to może 'Skrzypce'?
I to naprawdę urocze, zadziwia mnie to jak potrafisz zobrazować obie postacie i nastrój całego serialu.
100 % love.
👍: 0 ⏩: 2
Greena13 In reply to Guardian26 [2012-11-14 19:10:03 +0000 UTC]
Tak skrzypce będą idealne ^^
A co do FF to miło, iż się John w końcu z tym pogodził. Wreszcie XD
👍: 0 ⏩: 0
FanRubyGloom In reply to Guardian26 [2012-11-12 18:13:47 +0000 UTC]
O, tytuł idealny Już zmieniam
Ale... one naprawdę wydają mi się niepodobne :C
👍: 0 ⏩: 0








