HOME | DD
Published: 2012-09-29 17:40:56 +0000 UTC; Views: 1059; Favourites: 12; Downloads: 4
Redirect to original
Description
www.youtube.com/watch?v=xhyYE6…Myślałem, że jesteś jego przyjacielem. Tylko przyjacielem. Nie, wróć. Moim przyjacielem. Aż tak wiele. Mój przyjaciel. Mój kochanek. Aż tak mało.
Pamiętam dokładnie, jakby to działo się wczoraj. Leżeliśmy, nadzy, ukryci przed chłodem kołdrą. Ty spałeś. Przynajmniej, tak mi się wydawało. Twoje oczy były zamknięte, a ręce porzucone wzdłuż tułowia.
Ja zaś, wpatrywałem się niewidzącym wzrokiem w czapeczkę śniegu na parapecie nieprzesłoniętego firaną okna. Śnieg padał i padał, wciąż tworząc białe czapeczki, łagodząc ostre brzegi i zanurzając niepostrzeżenie wszystko w zimnie. Tak właśnie było ostatnio między nami. Kiedyś nieopanowane emocje, dziś już raczej siła przyzwyczajenia. Jakby wszystko traciło barwę, jak Helsinki przykrywane śniegiem za oknem.
Moje przemyślenia przerwało nagłe pytanie:
- Berwald?
Odwróciłem głowę. Tino wpatrywał się w sufit.
- Tak?
- Czy ty mnie kochasz?
- Kocham. - odparłem bez zastanowienia. Bo i nad czym miałem się zastanawiać? Kochasz go, obaj tak bardzo przyzwyczailiście się do tego stanu rzeczy. Tak, przyzwyczajenie to dobre słowo.
- Tak bardzo, jak kiedyś?
To pytanie było trudniejsze. Nie znałem na nie odpowiedzi, więc postanowiłem nic nie odeprzeć.
Tino chyba jednak musiał ją znać.
Z drugiej strony łóżka dobiegło do moich uszu stłumione łkanie. Zagryzłem wargi tak mocno, aż poczułem, jak po brodzie spływa mi kropla krwi.
Wyglądało na to, że obaj już wiedzieliśmy.
Kochanek. Były kochanek. Były przyjaciel? Przyjaciel? Ktoś, kogo kochałem najbardziej na tym świecie.
- Może ja cię już po prostu nie kocham.
Czułem, jak każde z tych słów okrutnie mnie rani. Jak rani nas obu, pozostawia niemożliwe do zabliźnienia rany.
Było wczesne popołudnie, wywieszaliśmy lampki na balkonie, jak robiliśmy to razem co roku. W końcu już tak niewiele pozostało do świąt. Pod nami rozciągała się jedna z najbardziej ruchliwych ulic Helsinek. A Tino tak po prostu nagle to powiedział, jakby mówił o pogodzie na przyszły tydzień. Unikał mojego wzroku, wpatrując się w mój idiotyczny sweter w radosne jelonki.
- Nie myślisz chyba, że po prostu dam ci odejść? - spytałem, przełamując ciągnącą się w nieskończoność ciszę.
- Ty też mnie już chyba nie kochasz. - stwierdził. Nie spytał, to było stwierdzenie.
- Kocham... - zaprotestowałem, wyciągając rękę i delikatnie dotykając jego policzka. Odwrócił twarz, uparcie wbijając wzrok w kamienicę po drugiej stronie ulicy.
- Nie.
Odwrócił się nagle i szybkim krokiem odszedł. Słyszałem jeszcze, jak jego kroki odbijają się echem na klatce schodowej, kiedy wybiegł z mieszkania. W kapciach. Na śnieg.
Przyjaciel mojego kochanka?
Kochanek mojego przyjaciela.
- Dlaczego to robisz? - jęknął.
- Chcę cię. Kocham cię. - odparłem, całując jego ucho, skroń, szyję, nie dając mu się wywinąć. Zaczął mnie dotykać. Rytuały ciał pozostawały te same.
Co z tego, skoro dusze już w żaden sposób nie chciały być związane? Teraz już widziałem, nie było szans sklejenia skorup naszego związku. Nie wiedziałem, który z nas mógł żałować tego bardziej.
Tino drżał i ciężko oddychał, kiedy stanowczo naparłem na niego biodrami. Niby niczym się nic nie różniło, a jednak wszystko było zupełnie inaczej. Nawet w gestach Tino, kiedy gładził mój kark, kryło się jakby przesłanie "nic nie jest na zawsze".
Kochany przyjaciel.
- Kocham innego. - oznajmił kolejnego dnia, znów tym swobodnym tonem.
Tym razem nie mogłem go zignorować.
- Nie mnie? - spytałem idiotycznie.
- Nie wiem. - stwierdził - Chyba kocham was obu.
Niekochany przyjaciel.
- Tino. - zagadnąłem następnego poranka, leżąc z nim głowa w głowę. - Ty mnie nie kochasz. Po prostu przyzwyczaiłeś się do tego, że jesteśmy razem.
Przez chwilę się zastanawiał.
- Tak. Tak, chyba masz rację.
Niekochany, nieprzyjaciel, już chyba na zawsze. Pierwsze święta osobno.
Wynosiłem ostatni karton ze swoimi rzeczami. Tino stanął w progu, jakby chcąc mnie pożegnać.
- To chyba koniec...?
- Chyba tak.
- Mogę cię pocałować?
- Po co?
- Żeby sprawdzić...
Skinąłem głową.
Podszedł i poczułem smak, którego już nigdy miałem nie poczuć. Smak jego ust, tak dobrze mi znany.
- W porządku.
- W porządku?
- Tak, to tylko przyzwyczajenie.
- To...To ja idę.
- To ty idź.
I poszedłem, z torbą przewieszoną przez ramię i moim kartonem z niepotrzebnymi rzeczami. Zatrzymałem się na rogu ulicy, przy której mieszkałem przez ostatnie lata. Po czym wrzuciłem karton ze zdjęciami komuś do klatki. Trzeba pozbywać się niepotrzebnych rzeczy, prawda?
Skręciłem za róg, nie odwracając się, żeby spojrzeć na rozświetlone okna mieszkania Tino. Na kolorowe lampki na balkonie. Wcisnąłem zmarznięte dłonie do kieszeni kurtki i przyśpieszyłem kroku. Chciałem jak najszybciej znaleźć się na promie do Sztokholmu, z resztą robiło mi się coraz zimniej. Śnieg sypał mi na głowę z coraz większą zaciętością. Przemknąłem myślami do ciepłej czapki, która teraz zapewne leżała sobie w szafce w przedpokoju w moim mieszkaniu przy Strasgattan.
Nagle moje myśli zniknęły i pozostała tylko jedna, paląca świadomość: "musisz się nauczyć żyć w świecie bez niego".
Zajęty swoją głową, nie zauważyłem, że z naprzeciwka ktoś nadchodzi. Zaraz też wpadłem całą swoją masą na blondyna, który prawie się przewrócił.
- Przepraszam. - burknąłem automatycznie i dopiero po chwili zdałem sobie sprawę, że jego twarz jest mi znajoma.
- Eduard.
- Berwald! Gdzie tak pędzisz po nocy?
- Ja... Wracam do siebie. - odparłem. I nagle do mnie dotarło.
- To ty...
- Ja? - nie zrozumiał.
- Nie... Nic, nieważne. - pokręciłem głową. - Idę.
Uśmiechnął się.
- Do zobaczenia. I wesołych świąt!
- Wesołych. - odparłem. Po czym spytałem, zanim zdążyłem ugryźć się w język:
- Idziesz do Tino?
- Tak, potem nigdy nie ma czasu.
Skinąłem głową i odszedłem. Dosłownie, w przenośni, na zawsze.
Related content
Comments: 9
InvisibleBanana [2015-11-08 21:08:14 +0000 UTC]
To laduje do favkiw z kwitkiem "nie czytaj, bo znowu bedziesz ryczec jak 5-io latek"
Ale fik fajny.
👍: 0 ⏩: 0
Kot-Kapral [2013-04-12 20:34:42 +0000 UTC]
Smutne... Piosenki nie słuchałam, bo nie mogłam, ale wzruszające. Bardzo mi się podoba.
👍: 0 ⏩: 0
FanRubyGloom In reply to ISwedenplz [2012-10-25 12:27:02 +0000 UTC]
Wzruszyłem Szweda, jestem z siebie dumny 8D
👍: 0 ⏩: 1
muszka-owocowa [2012-09-30 14:29:30 +0000 UTC]
Mi się szalenie podobało, jestes bodaj pierwszą osobą w której twórczości się spotkałam z genialnym pomysłem rozbicia sufitu. A FinEst jest dla mnie jednym z bardziej lubianych paringów (a tak rzadko spotykanych...). Poza tym bardzo dobrze opisałaś kończący się związek - aż mi ciary po plecach przeszły.
👍: 0 ⏩: 0
Greena13 [2012-09-30 06:17:40 +0000 UTC]
Czy ja płakałam? Nie, tylko oczy oczy mi się pocą, kurna . Mam nauczkę, żeby cie czytać w łóżku przed pójściem spać.
Piosenka jest przepiękna tak samo jak i cały fick. Smutne, że się rozstali ale jak to ujęłaś ,,(...) przecież nie zawsze kończy się happy endem..."
👍: 0 ⏩: 0
anatheila [2012-09-29 18:14:26 +0000 UTC]
Melodia idealnie zgrała mi się z tempem czytania - ostatnie słowo, ostatnia nuta. Nawiasem mówiąc, słuchałam tego pisząc swojego smęta.
Powinnam napisać coś konstruktywnego, ale nie mogę. Siedzę i gapię się w ekran, co rusz wracając do fika i molestując mózg tą melodią.
Podoba mi się kompozycja tekstu: wyrwane z życia scenki, oddzielone różnymi wariacjami ze słowami "przyjaciel" i "kochanek", które równie dobrze mogą pełnić rolę śródtytułów. I te krótkie dialogi, opowiadające całą historię. Co tu dużo będę mówić, smutłam
I wcale nie moja wina, ja się do niczego nie przyznaję!
👍: 0 ⏩: 0








