HOME | DD
Published: 2009-04-14 12:21:32 +0000 UTC; Views: 338; Favourites: 2; Downloads: 4
Redirect to original
Description
Zupełnie zwyczajne miasto w Polsce.Wtorek. Godzina 11:27
Co i tak nie ma większego znaczenia – Bo cóż dzisiaj jest znaczącego?
Pozornie zwyczajne biuro w centrum miasta. W biurze bałagan, określany pieszczotliwie nieład twórczy. Wśród sterty papierów, na upatrzonej z góry pozycji spoczywało radio. Zwykłe proste polskie radio wyprodukowane w Chinach. Z odbiornika wydobywała się głos mężczyzny bynajmniej nie za bardzo męski.
-… I wiecie siedziałem sobie spokojnie za biurkiem jak codziennie, i liczyłem pieniądze uzyskane z korupcji i łapówek. Co jest rzeczą jak najbardziej normalną i zwyczajną. Wtedy zupełnie niespodziewanie otworzyły się drzwi z szafy pancernej, co jest rzeczą normalna i zwyczajną, ale jak najbardziej niepożądaną, i z tej szafy, co się otworzyła wyskoczyli oni! Piętnastu samurajów z tymi ich mieczami, wymachiwali nimi i w prawo i w lewo. Czy wie pani, co by się stało gdyby kogoś zranili? Wypadek w miejscu pracy, do końca życia nie wypłaciłbym się z odszkodowaniami. Grożąc mi tymi mieczami, zabrali wszystkie pieniądze, wybili okno fotelem za 400 złotych i wskoczyli do kosza takiego jak przy balonach latających. A sobie pani redaktor, co ja przeżyłem? Czy wie pani…
- Dziękujemy panu, panie eee… Żurek za relacje z miejsca przestępstwa. Oddaję głos do studia radia Nasze Miasto gdzie będziemy relacjonować przebieg pościgu za balonem.
- Dziękuje Renato za oddanie głosu, zanim zaczniemy relacjonować przebieg pościgu przypomnimy nasz numer kontaktowy do radia…-
Jebudu!
Radio dostało się pod silny ostrzał artylerii i zostało trafione celnie rzuconym kokosem. Wydając z siebie okropny trzask zamilkło na wieki.
-ROOMEEK! Słyszałeś, co za bzdety wygadują w tym radiu? – Krzyknąłem do kolegi z drugiego końca biura. Romek, a właściwie Romanis Khartig był członkiem nowego pokolenia wielonarodowościowego, bo był jak on to ładnie określił schrystianizowanym muzułmańskim żydem. Z niewiadomego powodu on uważa to za całkowicie normalne, i za moją skromną radą wszystkim się tym chwali. Wzbudzając ogólną wesołość. – Mówią, że piętnastu samurajów wyskoczyło z szafy, po czym oskubało jakiegoś Żurka i uciekło balonem.-Usłyszałem donośny śmiech Romka - Przecież każde dziecko wie, że w szafie pancernej mieści się tylko trzynastu samurajów. –
- Bzdety straszne, ale może być w tym ziarenko prawdy –
- Co przez to rozumiesz? –
- Do szafy mogło wejść trzynastu samurajów i dwóch Nina przebranych za samurajów. Zwykły człowiek by ich nie rozpoznał, po przekracza to granice pojmowania samuraj Nina takie super połączenie, i wszystko było by clear - jasne
- Może i masz rację, ale nie masz jak potwierdzić swojej teorii o „Ukrytych ninja”.
Wtedy jak na życzenie, zostałem zaskoczony, bo takich rzeczy nie widuje się, na co dzień. Po prostu zatyka dech w piersi, takie mistrzostwo nie zdarza się zbyt często, nawet w tym mieście. Pewnie czekacie na to aż wam powiem, co widzę? Powiem wam, że to jest niesamowite.
Otóż za oknem przelatuje leniwie wielski czerwono-złoty smok. Nie byle, jaki smok, tylko szczegółowo wykończony, że wygląda jak prawdziwy. Rzadko widujemy smoki w miastach, więc warto na to popatrzeć.
- Romuś odwróć się na chwilkę i popatrz w okno za tobą. –
Posłusznie pokierowany odwrócił się, i wyglądał tak, że chciałem go już zresetować kokosem, gdy powiedział:
- Miałem racje, pod tym smokiem jest kosz z trzynastoma samurajami, a na grzbiecie jest dwóch ninja.-
- Popatrz na tego Szoguna na głowie smoka, patrz jak wymachuje tą kataną, za chwilę przedziurawi ten balon. Upadek będzie bolesny – Zachichotałem złośliwie – Zbliża się 12 idziesz na obiad do baru mlecznego parę ulic stąd?-
- Jakoś niespecjalnie mam dzisiaj ochotę. Wczoraj ledwo udało mi się przedostać do wyjścia. Wątpię czy dzisiaj mi się uda, ale jak będziesz wracał to przynieś mi coś. –
Przytaknąłem i skierowałem się do wyjścia. Szef nie lubi jak się wychodzi podczas pracy na zewnątrz. Każdego dnia mamy nową niespodziankę po drodze do wyjścia. Wczoraj było pole minowe, ciekawe, co będzie dzisiaj. Może da sobie spokój – wątpliwe. Tak pogrążony w swoich myślach otworzyłem drzwi, za którymi były owe „niespodzianki”.
Jak tylko je otworzyłem, to je zamknąłem, bowiem w głębi pokoju stały 3 wieżyczki bojowe. Jak w jakimś pieprzonym defenderze. Dzisiaj się staruszek postarał, lecz zjem obiad na mieście czy to się komuś podoba czy nie. Trzeba tylko wymyślić sposób – fortel. Fotel! To jest rozwiązanie. Użyję latającego fotela aby przelecieć nad wieżyczkami. Co za genialny pomysł. N magazynie powinni mieć taki fotel.
Nagle usłyszałem głośne „Jebudu” może trochę bardziej „Kaboom”, w każdym bądź razie coś spadło i to bardzo głośno. Zignorowałem to i już miałem iść do działu zaopatrzenia, kiedy niespodziewanie rozległ się dźwięk wieżyczek, i niemal równocześnie krzyki. Lecz nie było to błaganie o pomoc, czy łkanie rannego, tylko okrzyk bojowy. Tym razem już nie zignorowałem tego i otworzyłem drzwi za którymi stały „zabawki” szefa. Karabiny maszynowe zamontowane na wieżyczkach działały na pełnych obrotach, strzelając w czerwonych samurajów. Nieźle jeżeli zostaną eksterminowani to pewnie skończy się amunicja w działkach, lub rozwala działka i będzie można przejść swobodnie.
Nie minęła jedna chwilka, a odgłosy strzałów ustały – zastąpiły je okrzyki dobiegające za drzwi. Uznawszy, że droga jest bezpieczna postanowiłem pójść na upragniony obiadek. Kiedy tylko otworzyłem drzwi moim oczętom ukazał się widok pobojowiska. Wszystkie ściany miały ślady po kulach, a podłoga była usłana łuskami. I wreszcie poharatane szczątki trzech wieżyczek, ale nie obyło się bez ofiar. To straszne, że każda walka jest na nie skazana, że natura ludzka stworzyła takie potworności jak wojna… Niestety ofiar śmiertelnych brak, prasa się tym nie zainteresuje, i nici z bonusowej kasy za wywiad z miejsca zdarzenia. Mówi się trudno, olewa się system i idzie się dalej. Nie bacząc na niebezpieczeństwo skierowałem się do wyjścia (nawet nie wiecie jak to niebezpiecznie jest się poślizgnąć na łuskach). Gdy mijałem wojowników starałem się nie zwracać swojej uwagi na nich. Zachowywałem się zwyczajnie, bardzo zwyczajnie, tak zwyczajnie jakby było to normą, że mija się samurajów rozwalających wieżyczki bojowe stojące wewnątrz wielkiego biurowca. Kiedy już miałem otworzyć drzwi - stało się to czego nie chciałem. Zostałem zauważony przez jednego z nich – największego, najbardziej czerwonego no i najbrzydszego, powiedział coś w swoim języku (prawdopodobnie po japońsku) czego nie zrozumiałem. Lecz na moje szczęście nad jego głową pojawił się napis z tłumaczeniem. Napis na jego głową głosił:
„Natsuki. Idź za tym ścierwem, w razie czego rób co będziesz musiał.”
Kim jest Nastuki? Tego nie wiem, ale coś mi mówiło, że lepiej z nim nie zadzierać. Po czym otworzyłem drzwi i wyszedłem na ulice.
Related content
Comments: 6
LaserPL [2010-01-18 23:17:42 +0000 UTC]
W końcu napisałem Trochę mi to zajęło, ale wykłady idealnie się do tego nadały
[link]
👍: 0 ⏩: 0
Vandervir In reply to SakuraKonan [2009-04-16 16:28:48 +0000 UTC]
Pozytywnie nakręcone
Cieszę się że ci się podoba.
Może spróbujesz napisać część dalszą?
👍: 0 ⏩: 1
SakuraKonan In reply to Vandervir [2009-04-17 14:59:48 +0000 UTC]
a no mogłabym xD Tylko przez szkole cierpię na brak czasu i nie mam czasu nawet na rysowanie TT^TT
👍: 0 ⏩: 1
SakuraKonan In reply to Vandervir [2009-04-19 13:57:50 +0000 UTC]
jak są luźne to tak ^^ chociaż w liceum to zadziej ma się luźne lekcje xP a jak są to głównie na nich rysuje ^^
👍: 0 ⏩: 0








